Kobiety w ciemności

Kobiety w ciemności

358
0
PODZIEL SIĘ

„W cieniu kobiet” to czarno – biała opowieść o zdradzie, lecz również dogłębna analiza skomplikowanych relacji ludzkich. Phillipe Garrel, przedstawiciel francuskiej Nowej Fali, jeden z najbarwniejszych postaci francuskiego kina tak mówi o swoim filmie: „Kiedy kobieta znika, zastanawiamy się nad miłością, którą do niej czuliśmy. Na początku wystarcza nam pamięć wspaniałego świata i czułości, której byliśmy częścią. Ale z czasem zaczynamy szukać pocieszenia w sztuce, poprzez nią chcemy udowodnić innym, że miłość istnieje, że kiedyś ją czuliśmy, choć potem ona nas opuściła… O tym właśnie opowiada mój film”.

Pierre i Manon są małżeństwem, które wspólnie kręci niskobudżetowe dokumenty. Pewnego dnia on spotyka młodą stażystkę, Elisabeth, która staje się jego kochanką. Jednak Pierre nie chce odejść od Manon, pragnie obu kobiet. Tymczasem Elisabeth odkrywa, że Manom również kogoś ma. Gdy Pierre się o tym dowiaduje, porzuca kochankę i wraca do żony. Ale czy uda im się odbudować wspólny związek?
WYWIAD Z PHILIPPEM GARRELEM. Rozmawiał JEAN-MICHEL FRODON.

Jak zdefiniowałbyś temat filmu? 

Powiedziałbym tak: kobiece libido jest równie silne jak męskie. Chciałem opowiedzieć o równości kobiet i mężczyzn, na tyle, na ile jest to możliwe w kinie. Faworyzowałem kobiecą bohaterkę, ponieważ kino generalnie jest męskim światem: zostało przez nich stworzone i to oni najczęściej robią filmy. Dlatego mniej jest portretów kobiet, choć na szczęście się to zmienia, bo pojawiają się ciekawe reżyserki. Chciałem wzmocnić pierwiastek kobiecy, dlatego zdecydowałem się na współpracę z czterema osobami: dwiema kobietami i dwoma mężczyznami. Mimo wszystko medium filmowe z jakiegoś powodu faworyzuje męski punkt widzenia, dlatego żeby się temu przeciwstawić, ja z kolei faworyzowałem kobietę. Na końcu Pierre i Manon są sobie równi, więc mogę powiedzieć, że zrobiłem film z punktu widzenia mężczyzny, który stara się patrzeć na świat oczami kobiety.

Czy na planie trzymałeś się ściśle scenariusza?

Nie do końca. Podczas kręcenia zdjęć wydarza się wiele rzeczy i one mają wpływ na film. Scenariusz jest ważny, bo pozwala na lepszą organizację procesu twórczego. „W cieniu kobiet” nakręciliśmy w Paryżu i okolicach w 21 dni. Pracując w taki sposób, nie można sobie pozwolić na niepotrzebne ujęcia. Nawet montaż był właściwie wykonaniem decyzji podjętych podczas pisania. Zmiany były naprawdę kosmetyczne. Ale oczywiście nie
wszystko da się przewidzieć w scenariuszu. Niektóre rzeczy widać dopiero przez kamerę, więc podczas robienia zdjęć zawsze podejmuje się pewne ryzyko.

Czy wyobrażasz sobie postaci podczas pisania scenariusza, widzisz ich twarze?

Nie, są dla mnie tylko słowami. Kiedy skończę pisać, wybieram aktorów. Kolejni aktorzy są dopasowywani do pierwszego. W przypadku tego filmu najpierw zdecydowałem się na Stanislasa Merhara, ponieważ on ma charyzmę i już od dawna chciałem z nim pracować.Szczególnie podobał mi się on w filmach Chantala Akermana. Potem pomyślałem o Clotilde Courau, którą kiedyś widziałem w jakimś filmie telewizyjnym. Od razu poczułem, że jest prawdziwą gwiazdą. Oboje pasowali do siebie idealnie, cieszę się, że się na nich zdecydowałem.

A w jaki sposób obsadziłeś rolę Elisabeth?

Razem ze Stalislasem Merharem przesłuchaliśmy kilka młodych aktorek, aż w końcu zdecydowaliśmy się na studentkę szkoły aktorskiej Lenę Paugam. Ja już nie uczę, ale wciąż uważam, że na uczelni można znaleźć młodych, zdolnych ludzi. Lena i Stanislas pasowali do siebie, uzupełniali się i dobrze mi się z nimi pracowało. Uważam, że nie można znaleźć w aktorze czegoś, czego w nim nie ma, należy raczej odkrywać jego potencjał, nie przeszkadzać, a raczej budować wokół tego, co dana osoba daje na planie. Proces tworzenia roli jest długi, ale może być bardzo ekscytujący.

Dlaczego zdecydowałeś się na zastosowanie narratora?

Od początku wiedziałem, że zastosuję tę technikę, jest ona integralnym elementem filmu. Lubię narratora, jego głos wślizguje się pomiędzy inne wypowiedzi i jest bardzo kinowy, czasami komentuje, a czasami zaprzecza temu, co widać na ekranie. Technika ta była często używana przez twórców nowofalowych: Truffauta czy Godarda. Narrator może pełnić różne funkcje, np. zwrócić uwagę na coś, co trudno uchwycić przez dialog albo aktorstwo.
Można to również osiągnąć przez odpowiednią reżyserię.
Oczywiście, wszystko zależy od tego, jakim jest się reżyserem. Niektórzy z nas mają w sobie coś z malarzy, wydaje mi się, że ja należę do tego gatunku. Dlatego zwracam szczególną uwagę na stronę wizualną filmu, ważna jest dla mnie estetyka kina, niuanse, nieoczywistości. W moim ostatnim filmie jest scena, w której Manon idzie do domu po spotkaniu z kochankiem. Pierre, który również wrócił od kochanki, czeka na nią. Na klatce umieściłem białe prześcieradło. Może nie każdy je zauważy, ale dla mnie symbolizuje ono fakt, że bohaterowie wracają właśnie z innych łóżek. Taki rekwizyt, nawet umieszczony w rogu kadru, może być bardzo sugestywny.

Tamara Sawko

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ