(Nie do końca) rozwiane nadzieje

(Nie do końca) rozwiane nadzieje

331
0
PODZIEL SIĘ

Zdobyty tytuł magistra, znajomość języków obcych i zapał do pracy miały gwarantować pokoleniu wkraczającemu w dorosłość sukces na rynku pracy. Nie do końca tak jest.

Obowiązkowe dodatkowe zajęcia z języka angielskiego, popołudniowe korepetycje z matematyki, wakacyjne kursy zamiast letnich obozów – to przykłady strategii, jaką obrali rodzice pokolenia urodzonego w okolicach 1990 r. wobec swoich dzieci, a konkretnie ich perspektyw na rynku pracy. Przełom polityczny 1989 r. oznaczał zasadnicze przemiany w wielu dziedzinach życia Polaków, a jedną z ważniejszych były wielkie szanse dla kolejnych pokoleń na sukcesy i kariery międzynarodowe, wyjazdy do wcześniej niedostępnych miejsc, możliwość nawiązywania kontaktów z największymi i najważniejszymi firmami na świecie. W marzeniach rodziców ich dzieci miały nieograniczone możliwości, jeżeli tylko spełnią kilka warunków i staną się ludźmi światowymi.

Dzisiaj pokolenie roczników drugiej połowy lat 80. i pierwszej połowy lat 90. wkracza w dorosłość. Mimo wielkich nadziei rodziców, ich dzieciom nie jest wcale tak łatwo. Niektórym nawet znajomość kilku języków (gdzie te czasy, kiedy wydawało się, że z angielskim w kieszeni podbijemy świat?), skończone z wyróżnieniem studia i pokończone kursy nie dały wymarzonych efektów w postaci spektakularnego sukcesu, czymkolwiek on właściwie miał być. Są tacy, którzy nawet mimo zdobycia licznych kwalifikacji i posiadania szeregu podziwu godnych przymiotów, po prostu nie mają pracy.

Według danych Wydziału Analiz i Statystyki Departamentu Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w IV kwartale 2014 r. aktywnymi zawodowo pozostawało 56,3 proc. ludności w wieku 15 lat i więcej. 25 proc. ludzi w wieku 20-24 lat pozostaje bez pracy. Jak przyznają analitycy w raporcie „Sytuacja na rynku pracy osób młodych w 2014 roku”, wina leży po stronie pracodawców. Po pierwsze, często nie chcą oni zatrudniać osób, które mają małe doświadczenie. Po drugie, jak to zwykle bywa, chodzi o pieniądze. Firmy nie chcą ponosić pozapłacowych kosztów pracy związanych z angażowaniem młodych osób.

Praca na studiach
Jak wynika z badania Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami, ponad połowa studentów obawia się wejścia na rynek pracy, natomiast jedna piąta uważa, że jest do tego źle przygotowana. Nie da się ukryć, że wiele uczelni kształci jedynie teoretycznie, tymczasem większość pracodawców poszukuje absolwentów z doświadczeniem i wiedzą praktyczną. Sama wiedza teoretyczna oraz dyplom szkoły wyższej to dziś zdecydowanie za mało, by przekonać do siebie potencjalnego pracodawcę.
Nie bez powodu stawiamy na praktyczne kształcenie naszych studentów. Studia powinny rozwijać, a nie tylko dawać suchą wiedzę. Mniej teorii, a więcej umiejętności, które można wykorzystać w zawodowym życiu – tłumaczy mgr Mariusz Zamyłko, koordynator projektu „Mistrz i uczeń – model kształcenia praktycznego” z Collegium Mazovia Innowacyjnej Szkoły Wyższej.
Mając na uwadze rosnące wymagania rynku pracy, warto wziąć sprawy w swoje ręce i już podczas studiów korzystać z licznych, dostępnych praktyk i staży. Pomocni mogą tu być doradcy zawodowi dostępni w Powiatowych Urzędach Pracy. Jednak pierwszą instancją, do której najczęściej zwracają się studenci, są ich macierzyste uczelnie.
Staramy się pomagać naszym studentom w znalezieniu odpowiednich praktyk i staży. Najlepszym na to przykładem jest porozumienie, jakie podpisaliśmy ostatnio z Oddziałem ZUS w Siedlcach, dzięki czemu nasi studenci zyskają dodatkowe miejsce, w którym będą mogli zdobywać dodatkowe doświadczenie. Zresztą od dawna idziemy utartą ścieżką, posiadamy odrębne jednostki organizacyjne, które świadczą usługi dla biznesu, tam również można podnosić swoje kompetencje. Wsparciem całego procesu kształcenia praktycznego jest współfinansowany ze środków UE projekt „Mistrz i uczeń – model kształcenia praktycznego” – komentuje mgr Mariusz Zamyłko z siedleckiej uczelni.

W ręce pracodawców
Mimo że przeważa opinia, według której niedobór talentów na rynku jest efektem niedopasowania programów nauczania do potrzeb rynku, to pojawiają się głosy, że odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponoszą firmy, które stopniowo przerzuciły odpowiedzialność kształcenia pracowników na instytucje szkolnictwa wyższego. Czy staże zawodowe mogą przyczynić się do rozwiązania problemu luki kompetencyjnej, z którą coraz częściej zmagają się pracodawcy w Polsce? Czy praktyki zawodowe ograniczą odsetek bezrobotnych wśród młodych i wykształcą profesjonalistów dysponujących poszukiwanymi na rynku kwalifikacjami? Zdaniem ekspertów firmy rekrutacyjnej Hays to może być lek na całe zło.
Na całym świecie przyuczanie do zawodu jest coraz częściej postrzegane jako atrakcyjna forma współpracy, zarówno przez pracodawców, jak i młodych ludzi wkraczających na rynek – twierdzi Tomasz Borowiecki, dyrektor w Hays Poland.
Programy rozwoju zawodowego przygotowywane we współpracy przedsiębiorstw z uczelniami zyskują na popularności szczególnie w branżach technicznych oraz usługowych. Zdaniem Tomasza Borowieckiego, zajęcia teoretyczne połączone z praktykami w
siedzibie firmy są rozwiązaniem, które daje absolwentowi przewagę przy szukaniu pracy. Przygotowanie stażystów do pracy w wyspecjalizowanej branży, borykającej się z niedoborem odpowiednich pracowników, jest dla nich ogromną szansą. Firmy coraz chętniej nawiązują współpracę z osobami, które nie posiadają wymaganych kwalifikacji, i przekazują im wiedzę konieczną do pracy w zawodzie. Po zakończeniu stażu czy praktyk, przedsiębiorcy zyskują profesjonalistę gotowego do samodzielnej pracy.
Firmy, które już teraz mają w swojej ofercie odpowiednio skonstruowany program praktyk i szkoleń, w przyszłości będą napotykały mniej problemów z luką kompetencyjną w strukturze organizacji – mówi Tomasz Borowiecki.

Owocna współpraca
Silne związki pomiędzy władzami lokalnymi, uczelniami i biznesem mogą być kolejnym rozwiązaniem. Dobrym przykładem jest to, co zrobiły władze Poznania, gdzie bezrobocie w czerwcu 2015 r, spadło do 2,9 proc. i jest obecnie najniższe w kraju. W stolicy Wielkopolski realizowany jest program WorkGate Poznań, za który miasto zostało wyróżnione w konkursie Outsourcing Stars w 2013 i 2014 roku. W ramach projektu poznańscy studenci i absolwenci są z wprowadzani w świat sektora usług dla biznesu. Podobnie rzecz ma się w Trójmieście, gdzie lokalne uczelnie modernizują model nauczania, odpowiadając na potrzeby sektora usługowego (zatrudnienie w tej branży przekroczyło w Trójmieście 18 tys. osób). Przykładem może być kierunek Aplikacje informatyczne w biznesie na Uniwersytecie Gdańskim, prowadzony w ścisłej kooperacji z różnymi firmami m.in.: Intel, Lufthansa Systems, Jeppesen by Boeing, Acxiom, Goyello, YDP czy Speednet. Przykładem dobrych relacji na linii samorząd-edukacja-biznes jest również program Młodzi w Łodzi, czy projekt Szczecin_Twoje_Miasto_Twoja_Przyszłość realizowany przez władze miasta we współpracy ze stowarzyszeniem NOBIS, zrzeszającym firmy BPO, ITO i SSC ze Szczecina.
Przykładów takich działań można również szukać w mniejszych miastach. Przykładem może być wprowadzenie specjalności Zarządzanie Usługami Outsourcingu w Elbląskiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej czy specjalności Księgowość w centrach usług wspólnych na Politechnice Częstochowskiej. W Pile z kolei mocno rozwinięte są studia dualne, czyli takie, gdzie szkoła wyższa blisko współpracuje z firmami prywatnymi oraz dostarcza studentom programy praktyk i staży. W przypadku Wyższej Szkoły Zawodowej w Pile obowiązuje wymóg 3 miesięcy praktyk na każdego studenta.
Ostatnio coraz lepiej widać otwartość szkół wyższych na poszerzanie oferty dydaktycznej i dostosowywanie jej do wymogów nakładanych przez świat biznesu. Nowe specjalności i kierunki powstają często w wyniku trójstronnej współpracy szkół wyższych, samorządów oraz prywatnych przedsiębiorstw, czyli tzw. „złotego trójkąta”. Jedną z branż, która najsilniej wpływa na zmiany w polskich uczelniach, jest sektor outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu, który notuje kilkunastoprocentowy wzrost rok do roku – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Joanna Ćwiek

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKartki na wietrze
Następny artykułMoje córki krowy

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ