Szczęście nie decyduje o wszystkim

Szczęście nie decyduje o wszystkim

371
0
PODZIEL SIĘ

Rozmowa z Natalią Lesz, aktorką i piosenkarką

Gazeta Studencka: Czuje się Pani bardziej aktorką czy piosenkarką?
Natalia Lesz: Najlepiej definiuje mnie określenie, że jestem aktorką, której muzyka w sercu gra. Nie mogłabym zrezygnować całkiem z jednej z tych rzeczy, obie są mi bliskie.

GS: Jako nastolatka wyjechała Pani z rodzinnego domu i zaczęła samodzielne życie w Stanach Zjednoczonych. Jak poradziła sobie Pani z nową rzeczywistością? Co było dla Pani największym wyzwaniem?
NL: Największym wyzwaniem było odnaleźć się w mieście, które liczy ponad 8 mln ludzi. To może brzmieć banalnie, ale ilość bodźców jest tam porażająca, czasami bardzo trudna do zniesienia, zwłaszcza dla osoby introwertycznej, jak ja.
Lubię spokój, a w Nowym Jorku trudno o chwile ciszy. Zamykałam się więc w bibliotece uniwersyteckiej i tam uwielbiałam spędzać wolne godziny. Lubiłam też czytać w małych lokalnych kawiarniach na dole Manhattanu. W jakimś sensie uciekałam od zgiełku miasta, ale też po jakimś czasie po prostu się do niego przyzwyczaiłam, a nawet polubiłam. To tempo życia jest dla Nowego Jorku charakterystyczne, tam ludzie wciąż się gdzieś spieszą, podobnie jest z rozmowami. Są krótkie i na temat. Nikt się nie uzewnętrznia, nie opowiada o sobie, chyba że o swoich sukcesach. A poradziłam sobie, ponieważ byłam bardzo świadoma swojej decyzji. Chciałam poznać Stany Zjednoczone, chciałam tam studiować aktorstwo, pracować. Moje marzenia się spełniły i jestem za ten czas w swoim życiu bardzo wdzięczna.

GS: Ukończyła Pani Szkołę Baletową w Warszawie i studia na Wydziale Aktorskim na Uniwersytecie Nowojorskim. Jak ważne – Pani zdaniem – jest dla artysty wykształcenie kierunkowe?
NL: Moim zdaniem solidne wykształcenie jest podstawą. Daje dobrą bazę teoretyczną oraz możliwość praktycznej nauki zawodu. Poza tym, jest szansą na poznanie środowiska i branży, do której wchodzi się od samego początku nauki. Szkoła baletowa nauczyła mnie oczywiście tańca, prawidłowej postawy oraz wygimnastykowała ciało, ale także nauczyła dyscypliny. Przydało mi się to podczas studiów, które nie były łatwe, ale też w życiu.

GS: Pani twórczość została doceniona na rynku krajowym, ale i międzynarodowym. Jaką ma Pani receptę na sukces?
NL: Praca, a także ważne dodatki: pozytywne myślenie, chęci, upór, kreatywność. Nie umiem usiedzieć w jednym miejscu, ciągle coś robię. Nie zawsze wszystko mi się udaje, ale z każdej próby wyciągam wnioski. Porażki uczą boleśnie, ale skutecznie, z kolei sukcesy podnoszą wiarę w siebie. Idę z uśmiechem przez życie i nigdy się nie poddaję. Po prostu.

GS: W filmie „Test” wcieliła się Pani w rolę aktorki, która zgłasza się do Instytutu Badania Potencjału Sukcesu i Sławy, aby przejść wiele różnych testów. Tak naprawdę to od niej zależy, czy uda jej się osiągnąć sukces. Jak odnosi Pani przesłanie do filmu do prawdziwego życia? Jak duży wpływ na naszą przyszłość mamy my sami? Czy w obecnych czasach nie jest trochę tak, że decyduje szczęście?
NL: Szczęście zawsze się przydaje, ale ono nie decyduje o wszystkim. Jeśli wierzymy w to, co robimy, staramy się ze wszystkich sił i ciężko pracujemy, sukces będzie naturalną tego konsekwencją. Może nie od razu, może nie za rok, ale przyjdzie. Bo będzie wypracowany. W filmie bardzo chciałam pokazać, że show biznes to nie tylko szklany ekran, kolorowe magazyny i zabawa. Często traktuje się w nim ludzi jak przedmioty, patrząc tylko na to, co na zewnątrz, a zapominając, że mass media to swoista gra pozorów, zdjęcia i historie, relacje ze zdarzeń, które w sposób mniej lub bardziej wysublimowany manipulują odbiorcą. Nikt, kto nie zna tych mechanizmów, nie wyobraża sobie, że to, co czyta czy ogląda nie jest odzwierciedleniem prawdy. Ponieważ media mają olbrzymi wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, kształtują naszą wiedzę i poglądy, uważam, że warto o powyższym mówić głośno.

GS: Za sprawą teledysku do piosenki „In Love” pokazała Pani prawdziwą stronę show biznesu. Czy nie uważa Pani, że zbyt wielu młodym ludziom wciąż brakuje odwagi, by mówić o patologii w branży? W jaki sposób można z nią skutecznie walczyć?
NL: To nie brak odwagi tylko emocjonalny szantaż, jakiemu młodzi ludzie (z resztą nie tylko oni) podlegają. Wmawia się im, że wpływowi ludzie z branży odmienią ich życie, co od razu stawia ich w pozycji proszącej, uległej, podrzędnej. Przede wszystkim trzeba znać swoją wartość, w pracy i poza nią. Nie dać się obdzierać innym ze swojej godności, swojego honoru, stawiać wyraźne granice. Chcę o tym głośno mówić, żeby nie dać sobie wmówić innej koncepcji świata. Każda branża ma swoje ciemne i jasne strony, ale nie można pozwolić na patologię.

GS: W końcówce ubiegłego roku mogliśmy Panią oglądać w serialu „Singielka”. Jak wspomina Pani pracę na planie? Gdzie zobaczymy Panią w najbliższym czasie?
NL: W singielce gram Adę, obiekt zainteresowania serialowego Krzysztofa (Krzyśka Czeczota). Moja postać nadal pojawia się w serialu, to otwarty i bardzo fajny wątek. Każdą produkcję TVN-u , począwszy od Tańca z Gwiazdami, przez

Małych Gigantów po Singielkę, wspominam bardzo dobrze. Jedno słowo przychodzi mi tu do głowy, by opisać te projekty – profesjonalizm.

GS: Jak udaje się Pani godzić bycie młodą mamą z pracą artystyczną?
NL: Jak każdej kobiecie, która jest czynną zawodowo matką. Raz jest lepiej, raz gorzej. Czasem bywa trudno, szczególnie kiedy moja córka na przykład zachoruje, a ja muszę być na planie. Ale mam cudowną rodzinę, która bardzo mnie wspiera i bardzo mi pomaga.

GS: Była Pani opiekunką w programie Mali Giganci. Jak wspomina Pani pracę z najmłodszymi? Czym potrafią zaskoczyć? Czy w obecnych czasach artystycznie uzdolnione dzieci mają większe szanse na rozwinięcie skrzydeł w branży, niż było to kilkanaście lat temu? A może jest wręcz odwrotnie, bo kariera boleśniej może im zaszkodzić?
NL: Dzieci zachwycają mnie swoją energią, pomysłami i niezmordowanym apetytem na życie. Trudno mi powiedzieć, czy historie typu talentshow, pomagają w rozwinięciu skrzydeł, bo rzadko słyszymy o tym, co się dzieje po zakończeniu tego typu programów. Na pewno dają zastrzyk popularności, ale czy na długo?
Myślę, że w dobie internetu oraz platform typu YouTube, każdy może pokazać światu swój talent. Sęk w tym, żeby go potem rozwijać i mieć na siebie pomysł.

GS: Jakie ma Pani plany na najbliższą przyszłość? Czym zaskoczy Pani fanów?
NL: Planów i pomysłów mam pełną głowę. Począwszy od mojej współpracy z Olgą Chajdas nad sztuką teatralną, a skończywszy na projekcie muzycznym. Jeśli jednak ma być to zaskoczenie, to niech nim pozostanie.

GS: A jak wyobraża Pani sobie siebie za dziesięć lat?
NL: Doskonale! Będę grać, śpiewać, cieszyć się życiem, co wieczór układać moją córkę do snu…

Karolina Polacka

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPoznań – miasto doznań!
Następny artykułZagadka Smoleńska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ