Miłość w akademiku

Miłość w akademiku

997
0
PODZIEL SIĘ

Kilkupiętrowy, stary budynek z obdartymi oknami – tak wciąż wygląda wiele polskich akademików, miejsc taniego noclegu, niekończących się imprez, ale i początków… wielkich miłości.

Warunki w niektórych polskich akademikach nadal nie są najlepsze.
Na dwa dwuosobowe pokoje przypada jedna łazienka, wyposażona w prysznic z zasłonką, dwie umywalki i WC. To i tak luksus. Słyszałam, że są akademiki z jedną łazienką na całe piętro – mówi Kasia, studentka jednej z warszawskich uczelni, która w akademiku mieszka już drugi rok.
Wyjątkowych udogodnień nie należy się spodziewać także w kuchni.
Jestem zwolennikiem szybkiego jedzenia, więc wystarczy mi mały moduł, przypominający aneks kuchenny. A takich mamy na piętrze kilka. Natomiast czy da się tu ugotować dwudaniowy obiad? Hmm… myślę, że jest to możliwe, jednak biorąc pod uwagę ścisk, a często także bałagan, warto wcześniej uzbroić się w cierpliwość – opowiada Kacper, student z Krakowa.

Popyt ponad podaż
Mimo wielu wad, domy studenckie cieszą się dużym zainteresowaniem. Zdarza się, że znalezienie tu wolnego miejsca graniczy z cudem.
Na akademik namówiła mnie koleżanka. Niewielkie opłaty, fajni ludzie i niespotykana nigdzie indziej atmosfera – to w zupełności przekonało mnie do tego, by starać się o miejsce w akademiku. Nigdy nie żałowałam tej decyzji – przekonuje Kasia.
Adam, który w stolicy studiuje wychowanie fizyczne, na brak luksusów był w pełni przygotowany.
Nie ukrywam, że w moim przypadku górę wzięły względy finansowe. Po co płacić dwa, a nawet trzy razy tyle za wynajem pokoju, skoro mogę zaoszczędzić, w dodatku mieszkając „rzut beretem” od uczelni. Mam wielu znajomych, którzy wynajmują mieszkania albo pokoje. Pieniądze, które za to płacą, są kolosalne. To nie jest wydatek „na studencką kieszeń” – tłumaczy.

Wielkie uczucia
Poza niskimi opłatami, akademiki mają także inne mocne strony. Będąc skupiskami wielu, jakże różnych ludzi, dają gwarancję, że każdy mieszkaniec, którego „goszczą” pod swoim dachem, znajdzie bratnią duszę. Poza tym, ciekawe jest to, że znajomości zawiązane w akademikach zazwyczaj trwają dłużej niż te ze szkolnych lat. Czasami nawet kończą się ślubem…
Nigdy bym nie przypuszczała, że poznam mojego obecnego narzeczonego na korytarzu akademika, siedząc pod kaloryferem z puszką piwa. Jeszcze nie mamy wyznaczonej daty ślubu. To spory wydatek, więc dopóki nie skończymy studiów, nie możemy sobie na niego pozwolić. Nie jesteśmy pierwszą parą, która swoje początki wiąże z akademikiem. I na pewno nie ostatnią – śmieje się Kasia.
Jednak czy warunki, jakie oferuje akademik, pozwalają na chwile intymności?
Gdy zaczynaliśmy się spotykać z Danielem, mieszkałam w pokoju z koleżanką z roku. Nie powiem, nie było łatwo. Ona też miała chłopaka. Często dochodziło między nami do scysji. W sumie, nie ma się co dziwić. Kiedy jej ukochany wpadał do nas, ja najczęściej miałam bardzo dużo nauki i nie byłam zadowolona z jego wizyty. Z kolei moja współlokatorka uważała, że Daniel jest zbyt uszczypliwy w stosunku do niej i gdy tylko wchodził do naszego pokoju, ona go opuszczała – opowiada Kasia.
Dziewczyny spędziły w jednym pomieszczeniu rok. Później obie zamieszkały ze swoimi chłopakami.
Teraz jest zupełnie inaczej. I choć mieszkamy nadal w akademiku, jesteśmy naprawdę zadowoleni. Mamy wokół mnóstwo przyjaciół. Kiedy potrzebujemy pomocy, możemy na nią liczyć. Poza tym, oboje jesteśmy bardzo towarzyscy, więc sąsiedztwo tylu genialnych ludzi to dla nas super sprawa – cieszy się Kasia.
W akademiku narodziła się także miłość Michała i Dagmary, którzy – choć mają już półtorarocznego synka – wciąż mieszkają w tym samym pokoju warszawskiego akademika.
Owszem, jest ciasno, ale przywykliśmy. Czemu się nie wyprowadzimy? Hmm… z jednej strony chcielibyśmy, ale z drugiej – tu nam dobrze. Michał robi doktorat z politologii, więc mieszkając w akademiku ma wszystko po ręką. Na uczelnię ma dwa kroki, poza tym, na miejscu są znajomi, którzy zawsze chętnie nam pomogą. I to nie tylko w nauce, ale też w opiece nad naszym synkiem. Ostatnio mogliśmy dzięki temu zapisać się na kurs tańca – opowiada Dagmara.
Przyznaje, że mały Tymek został poczęty w akademiku. Także z tego powodu mają z Michałem do tego miejsca szczególny sentyment i nie chcą go opuszczać.
Gdy zaczęliśmy się spotykać, mieszkałam w pokoju z moją starszą o dwa lata siostrą. Przez prawie 11 miesięcy nie miała pojęcia, że mam chłopaka. Obawiałam się, że będzie mi robiła wyrzuty, za każdym razem, gdy Michał pojawi się u nas pod jej nieobecność. Mogłaby sobie wyobrażać, że robiliśmy nie wiadomo co… To byłoby dla mnie zbyt krępujące – opowiada Dagmara.
O swoim związku opowiedziała siostrze dopiero, gdy zaszła w ciążę. Wtedy też przeniosła się do pokoju Michała.
Teraz jestem na piątym roku, więc możliwe, że niebawem pomyślimy o zmianie miejsca. Jednak póki jest nam dobrze, nie zawracamy sobie głowy planami – przyznaje Dagmara.

Przyjaźnie po grób
Dla zdecydowanej większości z nas studia są czasem rozwoju osobistego, próbą realizacji planów i marzeń. To dlatego zawiązują się wtedy grupy osób o podobnych zainteresowaniach.
Rodzą się także znajomości koleżeńskie i przyjaźnie. W akademiku zawsze znajdzie się ktoś, kto pożyczy ci dobrą
płytę, książkę czy gazetę. Kto ci pomoże i wysłucha, gdy masz problem.
Standardem są już piątkowe i sobotnie wieczory z piwem. Pamiętam moją pierwszą taką posiadówkę. Spotkaliśmy się wtedy w kilkunastoosobowym gronie, i co najciekawsze – czterech chłopaków z tej grupy to dziś moi najlepsi kumple. Nasze relacje zacieśniły się już tamtego wieczoru. Wypiliśmy po kilka piw, zaczęliśmy się sobie zwierzać. Tak się złożyło, że ja rozstałem się wtedy z dziewczyną w bardzo dziwnych okolicznościach, a jeden z chłopaków również znalazł się w podobnej sytuacji. Faceci też potrafią plotkować, opowiadać o uczuciach. Tamten wieczór zapoczątkował naszą przyjaźń, która – mam nadzieję – będzie trwała i trwała – mówi Kacper.
Długotrwałe przyjaźnie z akademika nie są czymś nietypowym. Wręcz przeciwnie.
Trudno nie zapoznać się z osobą, którą spotykamy praktycznie codziennie. To efekt częstości kontaktów. Im częściej widzimy się i kontaktujemy z drugą osobą , tym większe prawdopodobieństwo, że zostanie ona naszym przyjacielem – tłumaczy Alina Tymoszewska, psycholog społeczny.

Cisza też się zdarza
Życie w akademiku niejednemu z nas kojarzy się z niekończącą imprezą. Masa młodych ludzi, znajomi znajomych, mieszkający „na waleta”. Dla wielu studentów każda okazja jest dobra, by wyjść na korytarz i rozkręcić towarzystwo.
Nie da się ukryć, że w akademiku nie można się nudzić. Pogawędki przy piwie, muzyka do późnych godzin wieczornych – to jest właśnie klimat życia studenckiego. Jednak to nieprawda, że mieszkając w takim miejscu, nie ma się czasu na naukę. Kto chce się uczyć, na pewno znajdzie ku temu okazję – przekonuje Kasia.
A taką jest na przykład sesja, której muszą stawić czoła zarówno mieszkańcy akademików, jak i lokatorzy wynajmowanych mieszkań. Dla największych imprezowiczów nie ma taryf ulgowych.
Akademik w okresie sesji zamiera. Większość studentów naprawdę odpuszcza wszystkie imprezy w tym czasie. Zazwyczaj gwarne i przepełnione korytarze świecą pustkami i odstraszają ciszą – mówi dozorca jednego z warszawskich akademików.
Jednak sesja nie trwa wiecznie, a jej zakończenie trzeba solidnie uczcić.
Zdarza nam się wyskoczyć na chwilę na takie „party”, ale ze względu na Tymka jesteśmy nieco ograniczeni. Dlatego wszystko w granicach rozsądku – mówi Dagmara.
Nieco inną taktykę ma Kacper.
Gdy tylko skończą się egzaminy, bawimy się do rana. Nie ma innej możliwości. Z resztą – życie ma się tylko jedno, a jak mówią – studia to najpiękniejszy jego etap – śmieje się Kacper.

Martyna Dębska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ