Tajskie eldorado

Tajskie eldorado

300
0
PODZIEL SIĘ

„Nigdy nie jest za późno, by szukać świata ze snów” – pod cytatem z filmu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” podpisuje się nasza dziennikarka, zapraszając na drugą część relacji z wyjazdu do Tajlandii.

Jesteśmy na Koh Phangan. Miastem na wyspie zawładnęła impreza, na każdym kroku koszulki, stroje kąpielowe i sukienki z nadrukami w odblaskowych kolorach, do tego fluorescencyjne farbki do malowania ciała, kwiaty i różnego rodzaju gadżety.
Robimy zakupy i ruszamy w stronę głośnej muzyki. Plaża odgrodzona już kilometr wcześniej, przy bramie czeka uśmiechnięty Taj i sprzedaje wejściówki. Dalej już tylko kilka wąskich uliczek dzieli nas od plaży. Przechodzimy więc, sprawnie przeciskając się pomiędzy narodowościami, mijając po drodze tysiące kolorowych wiaderek, wypełnianych po brzegi lodem i wódką z colą, bądź innymi kombinacjami. Coraz głośniejsza muzyka świadczy o tym, że znajdujemy się coraz bliżej…

FullSizeRender 51-kopia

Jesteśmy w raju
Wchodzimy! Nie wygląda to jak plaża, tylko ogromna scena wypełniona tysiącami ludzi, świecącymi na różne kolory pod lampami ultrafioletowymi. Jest głośno i cudownie. W każdym z barków wzdłuż plaży inna muzyka, dla każdego coś miłego. Wytańczeni? To wracamy. W umówionym miejscu już czeka nasza taksówka. Zmierzamy prosto do hotelu. Kilka kolejnych dni mija na odpoczynku wśród pięknych bajkowych plaż na hamakach i huśtawkach. Czas na Koh Tao – wyspę miłośników nurkowania. Nurkowanie jest jedną z atrakcji przyciągających turystów. Ciepłe, bogate w podwodne życie nurkowiska Tajlandii znajdują się w pierwszej dziesiątce wszystkich znaczących rankingów. Nieprzeciętna atrakcyjność nurkowisk powoduje, że przyjeżdżają do Tajlandii początkujący i doświadczeni nurkowie. My spróbujmy snorkelingu, który cieszy się tu dużą popularnością. Pływanie z maską i fajką nie wymaga wysiłku ani nakładów finansowych. Unosimy się na powierzchni wody z zanurzoną twarzą i obserwujemy to, co dzieje się pod nią. Jeśli lubicie obserwować życie podwodne zaraz pod powierzchnią, to snorkeling jest idealny. Rafa koralowa jest piękna, miliony mieniących się rybek we wszystkich kolorach i bujna roślinność na dnie morza sprawiają, że spróbujemy tego jeszcze nie raz. W miejscach turystycznych można wypożyczyć płetwy, maskę i fajkę już za 100-200B za dzień. Jeśli chcemy kupić swój sprzęt, najlepiej udać się do centrum nurkowego, w którymdoradzi nam sprzedawca. Dobra, wygodna maska kosztuje co najmniej 1000B. Dzień zaliczony do udanych. Wieczorem bawimy się na basenie przed hotelem. Miasteczko wypełniają w większości młodzi ludzie, klimat zdecydowanie sprzyja imprezowaniu. Niewielkie barki z europejską muzyką mają coś w sobie.
W dzień niewiele się tu dzieje. Ktoś leniwie spaceruje plażą, czyta książkę leżąc na hamaku, czy zażywa kąpieli w morzu. Poza kursującymi taksówkami i dużą ilością skuterów, to cisza i spokój. Kolejna podróż przed nami! Tym razem Koh Samui. Podróż promem, choć krótka, nie omieszkała dostarczyć nam wrażeń. Porywisty wiatr i kilkumetrowe fale bujały tak, że ciężko było nawet siedzieć.

FullSizeRender 65-kopia

Atrakcji bez liku
Taka pogoda zapowiada tylko jedno, ulewny deszcz. W Tajlandii wyróżnia się trzy pory roku: gorącą, deszczową i chłodną. Przez cały rok jest tu jednak ciepło. Pora gorąca zaczyna się w marcu i trwa do maja. Charakteryzuje się brakiem opadów. Pora deszczowa natomiast przypada na okres od końca maja do października. Pora chłodna trwa od listopada do lutego. W dalszym ciągu mamy tu do czynienia z wysokimi temperaturami. W tym okresie opady występują rzadko. Dziś się zdarzyło, 32C i gorący deszcz. Miejscowym to nie przeszkadza, zachowują się całkowicie normalnie, my czujemy jednak pewien dyskomfort. Nie trwa to jednak długo, zaraz wychodzi słońce, więc zmierzamy na plażę. Koh Samui słynie z pięknych i zadbanych plaż. Na wyspie jest kilka dość ciekawych miejsc do zobaczenia, na przykład wielki, dwunastometrowy posąg Buddy w Wat Phra Yai. Dominującą religią w Tajlandii jest buddyzm. Ponad 90% Tajlandczyków wyznaje odłam buddyzmu zwany Terawada. Terwada zakłada koncepcję bezustannych reinkarnacji w dążeniu do doskonałości. Oświecenie może dokonać się tylko w skutek zaakceptowania czterech Szlachetnych Prawd. Głoszą one, iż przyczyną wszelkiego cierpienia są pragnienia, od których można się uwolnić, podążając Drogą Środka. Jest to podążanie drogą wytyczoną poprzez tradycyjne cnoty, takie jak szacunek, współczucie, umiarkowanie, pomoc bliźniemu, odrzucenie wszelkich doczesnych, nietrwałych dóbr. Pod względem zachowania turystów, buddyjska kultura Tajlandii jest dość wymagająca: niegrzecznym jest na przykład wskazywanie na kogoś stopą czy pokazywanie podeszwy, dlatego w świątyni trzeba przyjąć pozę „syrenki” przysiadając na nogach ułożonych do tyłu (nigdy w kierunku Buddy). Nie powinno się też przechodzić nad nikim leżącym ani dotykać czyjejś głowy, w czym mieści się także pogłaskanie dziecka. W kontaktach z mnichami szczególną ostrożność powinny zachować kobiety – nie wolno im ich dotknąć, a gdyby chciały im coś dać, powinny to zrobić za pośrednictwem jakiegoś innego „cywilnego” mężczyzny. Przede wszystkim jednak niemile widziane są złość, krzyk, czy zdenerwowanie – to kraj, w którym nawet najtrudniejsze sprawy załatwia się z uśmiechem na ustach i stoickim spokojem.

IMG_1216-kopia

Zobaczyć, dotknąć…
Na Koh Samui znajdzie się też kilka dość efektownych wodospadów, czy słynne skały w charakterystycznym kształcie penisa i waginy. Można też odwiedzić farmę węży i krokodyli, małpi teatr, ogród motyli, akwarium morskie i pojeździć na słoniu. Słonie w Tajlandii są czczone. Często występują w mitach i legendach religijnych. Biały słoń ma status królewski i uważany jest za zwierzę przynoszące szczęście. Symbol słonia bardzo często występuje w architekturze sakralnej. Słonie były wykorzystywane w wojnach, potem były używane przy wycince i transporcie drewna. Obecnie są jednak główną atrakcją turystyczną. Na szczęście zwierzęta traktowane są tu z należnym im szacunkiem. Jazda na słoniu to tak na prawdę spacer, zwierzę porusza się wolno i dostojnie. Słonie to bardzo mądre zwierzęta, po tym jak traktują swoich opiekunów można poznać, jak oni traktują je. Nakarmiliśmy je garścią małych bananów, zrobiliśmy zdjęcia, więc pora wracać do hotelu. Na Koh Samui zostajemy kilka dni dłużej. Duże miasto i liczne centra handlowe sprzyjają zakupom. Tu prawie jak w Bangkoku, jest wszystko. Wieczorami na ulicach spotykamy nienaturalnie wysokie, piękne, zgrabne kobiety, dosyć skromnie ubrane i wyjątkowo mocno umalowane.
Ladyboys, bo o nich mowa, to w sporym uproszczeniu mężczyźni, którzy czują się emocjonalnie kobietami. Od dzieciństwa wielu z nich ubierało się bardziej kobieco – różowe fatałaszki zamiast brudnych dżinsów, długie włosy elegancko upięte, zadbane paznokcie i przede wszystkim gesty. Patrząc na mężczyznę, który nie czuje się mężczyzną, na odległość można dostrzec, że coś tu nie gra. Chodzą inaczej, bardziej powabnie, z gracją poruszają rękoma, zmieniają głos, ale przede wszystkim całe swoje to bycie innym pokazują z pietyzmem. Tajowie, którzy chcą zmienić płeć, długo oszczędzają pieniądze na operacje. Kosztują one sporo, ale jednak zabiegi w ostatnich latach stały się relatywnie tańsze i bardziej dostępne niż jeszcze kilka lat temu. Podobno podniósł się też standard usług i Ladyboys są po prostu ‚piękne’, są bardziej sexy niż większość Tajek. Po wszystkich atrakcjach na tej wyspie, w pełni usatysfakcjonowani, możemy pozwoli szykować się do powrotu do Polski. Podróż już nie mija tak szybko, żal wracać. Ludzie, zdjęcia, wspomnienia, to jedne z najlepszych na świecie i długo zostaną w naszej pamięci. Nie da się opisać tego ‚innego świata’ – trzeba go zobaczyć i przeżyć wszystko na własnej skórze. Każda z plaż jest inna, ma swój urok. Jedno jest pewne! Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało na poznanie tego Królestwa.

IMG_3808-kopia

Aleksandra Wirosławska

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ